Obóz amatorski 3 – relacja

startski_oboz_amatorski

Wydawałoby się, że to kolejny obóz amatorski, którego formułę wszyscy znamy i lubimy, a to właśnie wcale tak nie było… Zaczęło się od małego trzęsienia ziemi przy meldowaniu w hotelu, bo ktoś chciał z kimś, a inny sam albo nie z tym. Ułożenie tej układanki na nowo wcale nie było łatwe, mając na uwadze fakt, że niektórzy już zostali zakwaterowani w nie swoich pokojach. Bieganie między piętrami można było śmiało wliczyć w kilometraż pierwszego treningu, bo trochę nam to zajęło zanim wszyscy wyszliśmy na trasę. Kolejny dzień również nie należał do standardowych, a to głównie przez to, że popołudniowy trening w zastępstwie Zbyszka podprowadził dla nas jego syn Mateusz – były biatlonista, dwukrotny mistrz Polski. Zbyszek tymczasem w eleganckim wyjściowym stroju, nie był to bynajmniej strój startowy, przechadzał się po czerwonym dywanie podczas gali otwarcia 40-go jubileuszowego Biegu Piastów, podczas gdy my walczyliśmy dzielnie z techniką pchania i ze zjazdami na trasie Rodzinnej Dziesiątki, którą na następny dzień mieliśmy pokonać. Nie było lekko, czasem z rozpędu skręcało się w las, czasem zaliczało kolejny upadek, ale po to żeby wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę podczas zawodów. Kilka uwag Mateusza okazało się naprawdę bezcennych… No i kolejny szalony dzień – dzień startu w zawodach, dla niektórych absolutny debiut. Od samego rana wszyscy czuliśmy, że to będą wyjątkowe przeżycia, ale nie każdy spodziewał się, że aż tak mocne. Najpierw kibicowaliśmy Zbyszkowi i Mateuszowi, którzy jako przewodnicy niewidomych biegaczy jako pierwsi stanęli na linii startu. Wtedy każdy z nas zdał sobie sprawę, że faktycznie biegać każdy może… Skoro można przebiec całe 10 km zupełnie z zamkniętymi oczami, to przecież każdy z nas, nawet jeśli będzie się ścigał po raz pierwszy, to również na pewno da radę. I tak, pełni nadziei na dobry występ rzutem na taśmę wpadliśmy na start, no i się zaczęło… Na wielką pochwałę zasługują nasi najmłodsi reprezentanci: Agatka i Mikołaj, którzy naprawdę pięknie poradzili sobie z trasą i ze sobą. Wielkie brawa również dla Anety, Marioli i Przemka oraz Asi. Bardzo dobrze spisali się też debiutanci: Ania, Marcin i Paweł! Chyba wszyscy zapowiedzieli, że to nie koniec ich kariery…  Po południu było już tylko spokojne spacerowanie z medalami na szyjach i w pełni zasłużona regeneracja wieczorem, a na podsumowanie w niedzielę do południa ostatni trening. I znów kawa, ciastka i żal rozstania… Ale z niektórymi widzimy się już wkrótce.